Nibylandia

Kraina Pana Bocha

O mnie

"Było niemal niemożliwością w brzęczącej ciszy łąki, pod ogromnym niebem, pozostać pojedynczym, odrębnym Ja, małym, ślepym, upartym życiem, wzbraniającym się przeciwko włączeniu do ogromnej wspólnoty. Kiedyś całą moją dumą było to, aby być takim życiem, ale nagle wydało mi się ono bardzo mizerne i śmieszne, nadęta nicość."

                                                                                                                                                                 - Marlen Haushofer

O mnie

 

 

Urodziłem się w 1984 roku w niewielkim mieście w centralnej Polsce. No dobra, ktoś mi kiedyś zwrócił uwagę, że niby się wstydzę, urodziłem się w Sieradzu. Dzieciństwo wzorowe, przepołowione przez postępową mamę i tatę prosto z dzikich bagien. Jednym słowem masa zabawy, potłuczeń, złamań, łez i wspomnień. No i dwa razy się topiłem ale pamiętam tylko raz. Tak czy siak było super.

Nastał czas gdy byłem w stanie sam zawiązać buty i założyć koszulę. Nigdy nie zapomnę przedziałka, który robiła mi mama i golonki taty, która nie była wcale goloną, tylko kawałkiem świńskiej nogi z włosami. Nie zapomnę też pociągu z jabłek dziadka i jego kopytek, łapania żab na żółty kwiatek, szczupaków w koszyk, kopania ziemianek, budowania szałasów, pogryzień przez komary i osy, budowania łuków, kusz i włóczni, strzelania z karbidu, bawienia się w powstańców, lania wodą, wrzucania puszek w ognisko, strzelania z procy i sikania w pokrzywach, łażenia po drzewach, rzucania kamieniami, grania w hokeja, rąbania przerębli, ścigania się na rowerach i szaleńczych zjazdów na sankach.  Przede wszystkim jednak bogactwa nauk owego dziadziusia i taty o przyrodzie. Masy spacerów i terenowej edukacji. Lizałem, chłonąłem, smakowałem, dotykałem. Nawet gdy lód się załamał było cudownie. Wtedy jeszcze tego nie rozumiałem ale coś dziwnego pchało mnie właśnie tam, gdzie ludzi było mało.

 

 

 

Szkoła gnała szkołę i ambitne plany storpedowane przez dziwny brak wytrwałości. Gdybym wtedy widział, że tą cechę można zmienić. Nastał okres ciężki dla zdrowia i rodziców. Dojrzewanie. Koniec roku 2008 przyniósł dziwny pomysł. Auto-prezent pod choinę, już wtedy widziałem, że Mikołaj to ściema. Kupiony aparat, szalona lustrzanka marki S. Zaczęło się coś dziać. Zainwestowane pieniądze i przekonanie otoczenia, że to kolejny bakcyl na dwa miesiące skomasował we mnie niespotykaną moc. Zacząłem czytać, ćwiczyć, zgłębiać, notować i przygotowywać się.  

 

 

 

Najpierw krajobraz, architektura, samotne wypady do opuszczonych fabryk. Wszystko nabierało właściwego wymiaru, ciągle jednak czegoś brakowało. Główną przeszkodą były pieniądze. Tutaj cierpliwość i praca pomogły. Pieniądze zaczęły się gromadzić i nareszcie przemieniły się w pierwszy zestaw do fotografii właściwej dla mnie. Dzikość.

Fotografia przyrodnicza rozpętała się na dobre. Ptaki stały się symbolem spełniania, podążanie za idealnym kadrem dawało siłę w narastających problemach. Zupełnie nieoczekiwanie pojawił się też Pan MB. Człowiek zupełnie zaskakujący. To on dał mi klucz do wody, a w zasadzie pod wodę. Otworzył furtę, która dzisiaj stanowi dla mnie miejsce ogromnej inspiracji i szczęścia. Zaczęliśmy schodzić nurkować i fotografować to co od zawsze było światem zza lustra.

 

 

 

Naprawdę zabawne jest to, jak rezygnacja i żal w życiu codziennym pchają człowieka w inny świat, pchają w odskocznie jaka by nie była. Wtedy okazało się, że to świat twórczy i płodny, przepełniony jednak codziennym żalem. Nastały nareszcie dni szczęścia i spokoju, zdjęcia ustały bo po co uciekać w inną rzeczywistość, gdy obok uśmiech, ciepło i radość? Tutaj pojawia się wsparcie i  inny wymiar, fotografia zdeterminowana tym, by po powrocie, twarz wypełniona uśmiechem, mogła opowiedzieć o wszystkim Ukochanej osobie. Całkiem niedawno doznałem tego oświecenie i wiecie co? To będzie dopiero się działo.

Fotografia przyrodnicza jest po to by mózg mógł przestać myśleć o rzeczach zwyczajowych. Jest tym samym, co spoglądanie na niebo po dniu czytania książki.

 

 

Siedząc teraz i pisząc te słowa, mając skończone trzydzieści jeden lat, zastanawiam się gdzie leży granica pomiędzy człowieczeństwem wpuszczonym w mechanizm dani codziennego, a realizowaniem się w swojej pasji, która wymaga łamania wyuczonych zasad? Na to pytanie mogę teraz już spokojnie odpowiedzieć, że kluczem jest właściwa osoba, wspierająca Cię ramieniem. Ona pomoże znaleźć drogę. Jej uśmiech wszystko powie. Chyba nigdy nie byłem tak komuś wdzięczny i tego chciałbym życzyć każdej istocie, która trafi i jeszcze jakimś cudem przeczyta to wszystko.
Amen.

Na koniec tego wywodu chciałbym serdecznie podziękować osobom, bez których najpewniej wszystko by się stało ruiną. Dziękuję Ci moja E, dziękuję towarzysze, dwóch M i jeden H. Dziękuję tato i dziadku.

 

                                                                                                                                                        Łukasz

Ostatnie filmy

1329 views - 1 comment
1391 views - 0 comments
1695 views - 0 comments
2163 views - 0 comments

Ostatnie wspomnienia

by ★ Owner
by ★ Owner
by ★ Owner
by ★ Owner